Nowenna przed Świętem św. Teresy od Dzieciątka Jezus

 

Gdybym popełniła wszystkie możliwe zbrodnie, miałabym zawsze tę samą ufność; czuję, że całe to mnóstwo grzechów byłoby jakby jedna kropla wody rzucona w gorejące ognisko…”

Przedstawiać małą drogę duszom słabym i niedoskonałym, twierdzić wraz z matką Agnieszką i Teresą, że jest ona dla nich bardziej dostępna niż ścieżka heroizmu – jednocześnie nic nie umniejszając wymagań świętości ani nie sprowadzając tej drogi do pójścia na łatwiznę – wydaje się nie lada łamigłówką. Teresa sama, powtórzmy to, nie umiała tego dokonać; aby dobrze pokazać swą drogę, musiałaby zachować swą szaloną ufność pośrodku najcięższych grzechów (które chciałaby niewątpliwie popełnić, aby lepiej zaświadczyć o tej ufności… ale ich nie popełniła).

Teresa absolutnie nie zgodziłaby się ani na pokazanie swej drogi w sposób zniechęcający… ani tym bardziej jako byle jakiej łatwizny. Takie jest wyzwanie, które mamy za zadanie podjąć, jeśli ją kochamy, a zwłaszcza, jeśli na jej wezwanie kochamy dusze słabe i niedoskonałe, w których tak bardzo chciała pomnożyć ufność – począwszy od nas, którzy znajdujemy się z całą pewnością (w każdym razie autor tego tekstu) poza sferą heroizmu i nieskalanej czystości Maryi. Teresa była jej odblaskiem, ale jednocześnie całkowicie zaprzeczała, że ta czystość jest tajemnicą jej ufności i świętości. Zaprasza nas jedynie do dzielenia wraz z nią szalonej ufności, czy to gdy jesteśmy grzesznikami, czy przeciętnymi, czy zepsutymi, czy nawet letnimi…

Teresa otrzymała uczestnictwo nie tylko w niewinności Maryi, ale i w świadomości tego daru. Dlatego wyśpiewała Magnificat: „Bo wejrzał na pokorę swojej służebnicy, święte jest imię Jego”. I podkreślam, że przywilej ten jest jedynym w swoim rodzaju w historii Kościoła, przynajmniej w tym wymiarze, gdzie staje się charyzmatem i misją – misją wyśpiewania Magnificat i rozwinięcia tej doktryny, która nie jest już doktryną Teresy, ale Maryi, i to Niepokalanej. Od momentu, w którym poprzez Dzieje duszy zajaśniało w Kościele światło maryjnej niewinności oraz pokory zrodzonej z Miłości (i szalonej ufności, która stąd wynika), dokonał się przewrót, drogi prowadzące do świętości nie są już takie same.

Dopóki Teresa (lub raczej Maryja) nie przemówiła poprzez Dzieje duszy, światło, które w niewypowiedzianej słodyczy spowijało Niepokalaną w tym, co nazywam pokorą Trójcy Świętej – to właśnie światło mogło być udzielane jedynie duszom niewinnym, praktycznie niespotykanym. Pozostawało więc niedostępne dla grzeszników (za wyjątkiem, być może, doprowadzonych w godzinie ostatecznego nawrócenia do śmierci z miłości jak Dobry Łotr czy Paezja), oraz dla serc prostych chociaż wielkodusznych, a nawet heroicznych, które, niczym np. św. Piotr oddawały się całkowicie Jezusowi.

Wszystkie te dusze musiały wspinać się po drodze doskonałości, opisanej przez św. Ignacego czy św. Jana od Krzyża, za pomocą wielkiej odwagi i woli… woli ofiarnej, ale jeszcze nie dość czystej z powodu nieświadomej pychy, którą trzeba było zetrzeć na proch przez doświadczenia upadków i dramatycznych oczyszczeń, o których mówi św. Jan od Krzyża. Zaś począwszy od tego przełomowego momentu, w którym Teresa (lub raczej Maryja przez Teresę) uchyliła rąbka tajemnicy, czym jest inny heroizm, inna odwaga, inna wierność, niczego nie zawdzięczająca pysze, lecz wszystko miłości, od tego momentu droga doskonałości została zmodyfikowana… nawet dla grzeszników, dusz słabych i niedoskonałych.

 

Módlmy się:

Boże, Ty otwierasz bramy swojego Królestwa pokornym i małym, spraw, abyśmy z ufnością wstępowali w ślady świętej Teresy od Dzieciątka Jezus i za jej wstawiennictwem osiągnęli Twoją wieczną chwałę. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje na wieki wieków. Amen