Jezus to skarb ukryty…

 

 

 ,,Życie konsekrowane, głęboko zakorzenione w przykładzie życia i w nauczaniu Chrystusa Pana, jest darem Boga Ojca udzielonym jego Kościołowi za sprawą Ducha Świętego. Dzięki profesji rad ewangelicznych charakterystyczne przymioty Jezusa dziewictwo, ubóstwo i posłuszeństwo — stają się w pewien swoisty i trwały sposób „widzialne” w świecie, a spojrzenie wiernych zwraca się ku tajemnicy Królestwa Bożego, które już jest obecne w historii, ale w pełni urzeczywistni się w niebie.” Jan Paweł II

 W dniu życia konsekrowanego stajemy pełne wdzięczności przed Bogiem za dar wybrania i obdarowania. Przytaczamy wybrane teksty św. Teresy od Dzieciątka Jezus dotyczące rad ewangelicznych, aby ubogaciła nas wszystkich swoim zrozumieniem życia konsekrowanego. Dla niej śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa były zbroją, w którą uzbroił ją sam Bóg przez zaślubiny. Były też dla niej bronią w walce toczonej w drodze do wiecznej Ojczyzny.  

UBÓSTWO

 Od chwili obłóczyn otrzymałam wiele światła co do doskonałości zakonnej, zwłaszcza w tym, co dotyczy ślubu ubóstwa. W czasie postulatu lubiłam mieć do swego użytku rzeczy ładne i znajdować zawsze pod ręką to, co mi było potrzebne. „Mój Kierownik” znosił to cierpliwie, ponieważ nie lubi On odsłaniać duszom wszystkiego od razu. Zwykle udziela On z tego światła stopniowo. Na początku mojego życia wewnętrznego, w wieku lat 13 i 14, zadawałam sobie pytanie, w czym mogłabym jeszcze postąpić, sądziłam bowiem, że nie można już lepiej pojmować doskonałości; Wkrótce jednak zrozumiałam, że na tej drodze im kto dalej postąpi, tym cel wydaje mu się bardziej odległy. Obecnie pogodziłam się z tą myślą, że zawsze będę się widzieć niedoskonałą, i w tym znajduję radość. Wracam więc do lekcji danej mi przez mego Kierownika. Pewnego razu po komplecie daremnie szukałam naszej lampki w jej zwykłym miejscu na półce. Ponieważ był to czas Wielkiego milczenia, niepodobna było upominać się o nią… Doszłam do przekonania, że któraś z sióstr przez pomyłkę wzięła naszą zamiast swojej, podczas gdy ja tak bardzo jej potrzebowałam. Zamiast odczuć smutek z powodu jej braku, byłam bardzo szczęśliwa, mając świadomość, że ubóstwo polega na tym, by brakowało nam rzeczy nie tylko przyjemnych, ale i koniecznych. Tak to w ciemnościach zewnętrznych otrzymałam światło wewnętrzne… w tym okresie rozmiłowałam się w przedmiotach najbrzydszych i najbardziej niewygodnych, to też z radością spostrzegłam, że zabrano z naszej celi śliczny mały dzbanek, a na jego miejsce dano mi ciężki poobijany dzban… 

Oblubienica z pieśni nad Pieśniami mówi, że nie znalazłszy Umiłowanego na łóżku swoim, wstała, by szukać go w mieście, lecz szukała nadaremnie; dopiero, gdy wyszła poza obręb miasta, znalazła Tego, którego miłowała jej dusza. Jezus nie chce, żebyśmy w spokoju znajdowały uwielbioną Jego obecność, ukrywa się, otacza się ciemnością. Nie tak postępował względem tłumu Żydów, gdyż widzimy w Ewangelii, że cały lud słuchał tego, co mówił z zachwytem. Jezus zachwycał słabe dusze swymi boskimi słowami. Starał się umocnić je na dni próby… Ale jakże małą była liczba przyjaciół Pana naszego, gdy Jezus milczał wobec swoich sędziów… Och! jakąż melodią dla mego serca jest to milczenie Jezusa… On staje się ubogim, abyśmy mogły okazać Mu miłosierdzie; wyciąga rękę do nas, jak żebrak, aby w radosnym dniu sądu, wówczas, gdy ukaże się w swojej chwale, mógł nam powiedzieć te słodkie słowa: „Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo przygotowane dla was od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście mi jeść; byłem spragniony, a daliście mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście mnie; byłem chorym… w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.

Jezus sam wypowiedział te słowa, pragnie naszej miłości, żebrze o nią… Zdaje się niejako na łaskę naszą. Nie chce nic wziąć, o ile Mu tego nie oddamy sami, a najmniejsza rzecz cenna jest w Jego boskich oczach…

 Jezus to skarb ukryty, dobro nieocenione, które tak mało dusz umie odnaleźć, bo jest ukryte, a świat lubi to, co błyszczy. Ach! gdyby Jezus zechciał okazać się wszystkim duszom wraz ze swymi niewysłowionymi darami, bez wątpienia żadna nie wzgardziłaby Nim; ale On nie chce, żebyśmy Go miłowali dla Jego darów; On sam ma być nagrodą naszą. Aby znaleźć rzecz ukrytą, trzeba się również ukryć. Życie nasze musi zatem być TAJEMNICĄ! Trzeba nam upodobnić się do Jezusa, do Jezusa, którego twarz była zakryta… „Jeżeli chcesz uczyć się i umieć z pożytkiem, mówi Naśladowanie, pragnij być nieznanym i za NIC mianym”. A gdzie indziej: „Opuściwszy wszystko, siebie przede wszystkim opuścić trzeba”; niech jeden chełpi się z tego, a drugi z owego… ty zaś tylko w pogardzie samego siebie szukaj radości i chluby. (L145)

Moja ukochana Marysiu, dziękuj bardzo dobremu Bogu za wszystkie wyświadczone Ci łaski, a nie bądź tak dalece niewdzięczna, byś ich nie uznawała. Robisz na mnie wrażenie małej wieśniaczki, do której przychodzi potężny Król, pragnąc pojąć ją za małżonkę, ona zaś nie śmie przyjąć go pod pretekstem, że nie jest dosyć bogata, ani też nie zna się na dworskich zwyczajach. Nie zastanawia się, że przecież królewski jej Narzeczony zna doskonale jej ubóstwo i jej słabość, lepiej nawet niż ona sama… Mario, jeżeli ty jesteś niczym, to nie zapominaj, że Jezus jest wszystkim, to też trzeba zagubić twoją małą nicość w jego nieskończonym wszystkim i myśleć już tylko o tym wszystkim, jedynie miłym… Nie pragnij także ujrzeć owocu twoich wysiłków, Jezus z upodobaniem zachowuje dla siebie samego te małe „nic”, które Go pocieszają… Mylisz się, moja droga, jeśli sądzisz, że Twoja Teresa kroczy zawsze za z zapałem drogą cnoty, ona jest słaba i to bardzo słaba; co dnia zbiera nowe doświadczenia pod tym względem, ale Mario, Jezusowi spodobało się nauczyć ją, aby tak jak św. Paweł  chlubiła się w swoich słabościach. Jest to bardzo wielka łaska i proszę Jezusa, aby ciebie o tym pouczył. Tylko tak można znaleźć pokój i odpoczynek serca. Gdy widzi się swoją nędzę, nie chce się wpatrywać w siebie Marysiu. Patrzy się już tylko na jedynie Umiłowanego.

Jest tylko jeden sposób zmuszenia Dobrego Boga, aby nas wcale nie sądził: stanąć przed nim z pustymi rękoma. To jest całkiem proste: nie rób żadnych zapasów, rozdawaj swe dobra, w miarę jak je otrzymujesz. Ja, gdybym żyła nawet 80 lat, byłabym zawsze jednakowo uboga, nie umiem robić oszczędności; wszystko, co mam, natychmiast rozdaję, by kupować za to dusze. Gdybym czekała z oddaniem mego skarbu aż do chwili śmierci i gdybym dała go, by oceniono jego prawdziwą wartość, wtedy Zbawiciel odkryłby, że jest to stop metali, i na pewno poszłabym do czyśćca. Czyż nie opowiadają, że wielcy święci, przybywając przed tron Boży z rękami pełnymi zasług, idą nieraz do tego miejsca ekspijacji, ponieważ wszelka sprawiedliwość jest splamiona w oczach Pańskich. Zbawiciel jest samą sprawiedliwością; jeżeli nie będzie sądził dobrych uczynków, nie będzie też sądził złych czynów. Zdaje mi się, że dla ofiar miłości nie będzie sądu; dobry Bóg raczej pospieszy się, by wiecznym szczęściem nagrodzić swoją własną miłość, którą będzie widział płonącą ich sercu. 

Być jak małe dziecko przed Bogiem jest to uznawać swoją nicość, oczekiwać wszystkiego od Boga, jak małe dziecko oczekuje wszystkiego od ojca, niczym się nie martwić, nie gromadzić mienia. Nawet u ubogich, dopóki dziecko jest małe, dają mu to co niezbędne, lecz skoro tylko podrośnie, ojciec nie chce go już żywić i mówi do niego: Teraz pracuj, sam sobie możesz wystarczyć. Otóż, aby nie usłyszeć tego, nie chciałam nigdy być dużą, czułam się niezdolna zapracować sama na życie wieczne w niebie. Pozostałam więc zawsze małą, jedyne moje zajęcie to zrywanie kwiatów miłości i ofiary i ofiarowanie ich Bogu, aby mu sprawić przyjemność. Być małym – to następnie nie przypisywać sobie cnót, które się pełni, lecz uważając się za niezdolnego do czegokolwiek, uznać, że Bóg składa w ręce swego dziecka ten skarb cnoty, aby się ono nim posługiwało według potrzeby; ale skarb pozostaje zawsze własnością Boga. Wreszcie nie zniechęcać się swymi błędami, bo dzieci często upadają, lecz są za małe, aby sobie mogły wiele złego zrobić. 

CZYSTOŚĆ

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus od najmłodszych lat chroniła się pod Matczyny płaszcz NMP i opiekuńcze ramię św. Józefa i  ich trosce polecała swoją czystość. Tak pisze o tym w swoich Rękopisach:

Błagałam również Matkę boską Zwycięską, by oddalała ode mnie wszystko, co mogłoby rzucić cień na moją czystość. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że podczas takiej podróży jak ta do Włoch, mogę natknąć się na wiele rzeczy zdolnych mnie zaniepokoić. Przede wszystkim dlatego, że nie znając zła, bałam się je odkryć. Nie doświadczyłam jeszcze tego, że dla czystych wszystko jest czyste i że dusza prosta i prawa w niczym nie dostrzega zła, ponieważ w rzeczywistości zło istnieje tylko w skażonych sercach, a nie w obojętnych przedmiotach. Modliłam się również do Świętego Józefa, by czuwał nade mną. Miałam do niego nabożeństwo od dzieciństwa, a pogłębiało się ono we mnie wraz z miłością do Najświętszej Panny. Codziennie odmawiałam modlitwę „o Święty Józefie, ojcze i stróżu dziewic”. Toteż bez obawy podjęłam moją długą podróż. Sądziłam, że pod tak czujną opieką niepodobna się jeszcze lękać.

Gdy była już w Karmelu, spowiednik po odbytej przez Nią spowiedzi generalnej powiedział, że w swoim życiu nie popełniła żadnego grzechu ciężkiego. Bóg zachował ją w czystości. Była w pełni świadoma tej łaski. Tak próbuje zobrazować darmo dany jej dar:

Oto przykład, który choć trochę moją myśl wytłumaczy. Przypuśćmy, że syn biegłego lekarza, napotykając na swej drodze kamień wywraca się na nim i upadając coś sobie łamie. Przybyły natychmiast ojciec podnosi go z miłością, opatruje jego rany wszystkimi znanymi sobie sposobami. Wkrótce syn całkowicie wyleczone okazuje mu swoją wdzięczność. Dziecko to niewątpliwie miało powody, by kochać swego ojca. Ale przypuśćmy jeszcze inną ewentualność, ojciec wiedząc, że na drodze jego syna znajduje się kamień, wyprzedza go spiesznie i niepostrzeżenie ten kamień usuwa. Z pewnością, syn otoczony tak przewidującą miłością, nie wiedząc o nieszczęściu, z którego go ojciec wybawił, nie okaże mu swej wdzięczności i będzie go mniej kochał, niż gdyby został przez niego uleczone. Jeśli się jednak dowie, jakiego niebezpieczeństwa uniknął, czyż nie będzie go kochał, tym więcej. Otóż ja jestem owym dzieckiem, przedmiotem uprzedzającej miłości Ojca, który zesłał swoje Słowo nie po to, by odkupił sprawiedliwych, ale grzeszników. On chce abym go kochała za to, że odpuścił mi nie tylko wiele, ale wszystko! Nie czekał aż go ukocham bardziej niż św. Magdalena, lecz chciał bym zrozumiała, że ukochał mnie miłością przedziwnie uprzedzającą. I w zamian kocham Go teraz do szaleństwa. Nie raz słyszałam, jak mówiono, że nie spotyka się duszy czystej, która by kochała bardziej niż dusze pokutujące. Jakże chciałabym zadać kłam tym słowom.

 „Dziewictwo jest głębokim milczeniem co do wszystkich starań ziemskich”, nie tylko niepotrzebnych, ale wszystkich starań… Aby być dziewicą, trzeba myśleć tylko o Oblubieńcu, który nie zniesie przy sobie niczego, co nie byłoby dziewiczym, „skoro chciał narodzić się z matki dziewicy, mieć dziewiczego poprzednika, opiekuna dziewiczego, umiłowanego ucznia dziewicę, a nawet grób dziewiczy”. On chce również małą, dziewiczą oblubienicę, swoją Celinę!… Powiedziane jest również, że „każdy miłuje naturalnie ziemię rodzinną, a skoro ziemią rodzinną Jezusa była Dziewica dziewic, i Jezus urodził się z woli swojej z Lilii, to lubi przebywać w sercach dziewiczych”. (L 122)

Ukryj się starannie w cieniu Jej dziewiczego płaszcza, aby Ona strzegła twej dziewiczości!…  Czystość jest taka piękna, taka biała! Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają. Tak jest, zobaczą go nawet na ziemi, gdzie nie ma nic czystego, ale gdzie wszystkie stworzenia stają się przezroczyste, jeżeli przyglądamy się im przez Oblicze najpiękniejszej i najbielszej Lilii!…

Celino, serca czyste bywają często otoczone cierniami… Często również są pogrążone w ciemnościach, a wówczas wydaje się liliom, że straciły swoją biel. Sądzą, że otaczające je ciernie zdołały zniszczyć ich kielichy, podrzeć ich płatki! Czy rozumiesz Celino? Lilię wśród cierni są umiłowanymi Jezusa, największą dla Niego rozkoszą przebywać wśród nich! „Błogosławiony ten, kto stał się godnym znosić pokusę”.  (L105)

POSŁUSZEŃSTWO

 Przytaczamy jedną dłuższą wypowiedź Świętej o posłuszeństwie, zawartą w Rękopisach. Można powiedzieć, że św. Teresa mało pisała o posłuszeństwie, ale w sposób heroiczny nim żyła. Oto co pisze, zwracając się do Matki Marii Gonzagi. 

Matko moja, od iluż niepokojów chroni nas pełnienie ślubu posłuszeństwa! Jak szczęśliwe są zwykłe zakonnice, mając wolę przełożonych za jedyną busolę! Zawsze są pewne, że znajdują się na prostej drodze, nie lękają się pomyłki, choć czasem zdawać im się może, że przełożeni się mylą. Ale skoro tylko przestaną spoglądać na tę nieomylną busolę, skoro zboczą  z wyznaczonej drogi pod pretekstem pełnienia woli Boga, która rzekomo nie dość jasno oświeca tych, co przecież zajmują Jego miejsce, natychmiast dusza zaczyna się błąkać po jałowych ścieżkach, gdzie wkrótce zabraknie jej wody łaski. Matko ukochana, Ty jesteś tą busolą, która z woli Jezusa ma mnie prowadzić pewnie do brzegów wieczności. Jak miło mi, wpatrując się w Ciebie wypełniać wolę Pana, odkąd On pozwolił, abym cierpiała pokusy przeciw wierze. Pomnożył również w mym sercu ducha wiary, który mi każe widzieć w Tobie nie tylko Matkę kochającą mnie i przeze mnie kochaną, ale przede wszystkim Jezusa żyjącego w Twej duszy i przez Ciebie objawiającego mi swoją wolę. Matko moja, zdaję sobie doskonale sprawę, że traktujesz mnie jak duszę słabą, jak rozpieszczone dziecko, dlatego nie trudno mi znosić ciężar posłuszeństwa. Ale przypuszczam w oparciu o to co w głębi odczuwam, że gdybyś nawet zechciała traktować mnie surowo, nie zmieniłoby to mego postępowania, ani nie osłabiło miłości ku tobie, bo i w tym widziałabym wolę Jezusa, które w ten sposób posługuje się tobą. Dla jak największego dobra mojej duszy.

Modlitwa św. Teresy, którą napisała dzień przed swoją wieczystą profesją.

 O Jezu, mój boski Oblubieńcze!  obym nigdy nie straciła drugiej sukienki chrztu. Zabierz mnie zanim popełnię najlżejsze dobrowolne przewinienie. Obym zawsze szukała i znajdowała tylko Ciebie samego, oby stworzenia były dla mnie niczym i żebym ja była niczym dla nich, ale ty Jezu, żebyś był wszystkim! Oby sprawy przyziemne nigdy nie mogły zaniepokoić mojej duszy, żeby nic nie zmąciło mojego pokoju. Jezu, proszę ciebie jedynie o pokój, a także o miłość, miłość nieskończoną bez innej granicy niż Ty; miłość, która nie byłaby już mną, tylko Tobą, mój Jezu!

Jezu, niech dla ciebie umrę jako męczennica, męczennica serca lub ciała albo obojga. Daj mi wykonać moje śluby w ich całej doskonałości i spraw bym zrozumiała, czym powinna być Twoja oblubienica. Spraw abym nigdy nie była ciężarem dla Wspólnoty, ale żeby nikt mną się nie zajmował, żebym dla ciebie, Jezu, była zdeptana jak małe ziarnko piasku. Oby Twoja wola we mnie doskonale się spełniła, abym doszła do miejsca, które dla mnie przygotowałeś.

Jezu, spraw abym uratowała wiele dusz, aby dzisiaj nie było ani jednej potępionej i aby wszystkie dusze asterysk czyśćca były uratowane. Jezu, Przebacz mi, jeśli mówię rzeczy, których nie należy mówić, chcę jedynie Ciebie uradować i pocieszyć.