Dzień 8. Zwyczajne życie Matki Bożej

 

Teresa wielokrotnie i z uporem powtarza to stwierdzenie: Maryja wiodła zwyczajne życie, dzieliła nasze radości i smutki…, jest człowiekiem, tak, jak i my, choć wyjątkowym i znakomitym…, przyjęła, że życiowa codzienność stanowi naturalne tło wielu tajemnic…, przekonuje nas, że wyjątkowość boskiego misterium znajduje się w ludzkim sercu stanowiąc również część historii ludzkości oraz, że można bez wysiłku nosić w sobie tą wielką tajemnicę.

Matka Agnieszka od Jezusa zachowała w żółtym zeszycie rozmowy, jakie miały miejsce pomiędzy 21 a 23 sierpnia 1897. Stanowią one prawdziwy przykład ówczesnej mariologii, a także trafne podsumowanie duchowości Teresy:

Jakże chciałabym być kapłanem, by głosić o Najświętszej Maryi Pannie! Raz wystarczyłoby mi, by powiedzieć wszystko, co o Niej myślę. Najpierw uświadomiłabym, jak mało znamy Jej życie. Nie powinno się mówić rzeczy nieprawdopodobnych, albo takich, których nie znamy. Na przykład, że jako małe dziecko, w wieku trzech lat, Najświętsza Dziewica, rozpalona uczuciami doprawdy nadzwyczajnej miłości, udała się do Świątyni, by ofiarować się Bogu. Podczas gdy być może poszła tam po prostu z posłuszeństwa rodzicom.

Dalej, dlaczego w nawiązaniu do proroczych słów starca Symeona mówi się, że od tej chwili Najświętsza Dziewica miała nieustannie przed oczyma mękę Jezusa? „Miecz boleści przeszyje j Ci serce” – powiedział starzec. Widzisz, moja Matko, nie dotyczyło to więc teraźniejszości, ale była to ogólna przepowiednia dotycząca przyszłości.

Aby kazanie o Najświętszej Maryi Pannie podobało mi się i żeby wyrządziło dobro mej duszy, trzeba, abym widziała Jej życie prawdziwe, a nie to, którego się domyślamy. A jestem pewna; że Jej prawdziwe życie było całkiem proste. Pokazuje się Ją niedostępną, a trzeba ukazać Ją możliwą do naśladowania, dać odczuć Jej cnoty, mówić, że żyła wiarą jak my, dać tego dowody w Ewangelii, gdzie czytamy: „Oni nie zrozumieli tego, co im powiedział”. Albo to inne zdanie nie mniej tajemnicze: „A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono”. To zdziwienie zakłada pewne zaskoczenie, nie uważasz, moja Matko?

Wiemy dobrze, że Najświętsza Dziewica jest Królową Nieba i ziemi, ale Ona jest bardziej Matką niż królową i nie należy opowiadać, że z powodu Jej przywilejów blednie chwała wszystkich innych świętych, jak wstające słońce o świcie sprawia, że gasną gwiazdy. Mój Boże! Jakie to niedorzeczne! Matka, która zakrywa chwałę swoich dzieci! Ja myślę, że dzieje się zupełnie odwrotnie, że Ona powiększa blask wybranych.

Dobrze jest mówić o Jej przywilejach, ale nie należy mówić tylko o tym i jeśli w kazaniu od początku do końca musimy wzdychać i mówić: Ach! och!, ma się tego dosyć. Kto wie, czy jakaś dusza nie posunie się nawet do tego, że odczuje obcość wobec stworzenia tak ją przewyższającego i sobie nie powie: „Jeśli tak, to lepiej pójdę i poświecę gdzieś w małym kącie”. Maryja nas przewyższa w tym, że nie mogła zgrzeszyć, że nie miała zmazy pierworodnej, ale z drugiej strony, miała mniej szczęścia niż my, ponieważ nie miała Najświętszej Maryi, którą mogłaby kochać. A ta słodycz jest na naszą korzyść i na Jej niekorzyść.

W końcu, wszystko, co o Niej głosiłabym w kazaniu, powiedziałam w moim wierszu: Dlaczego kocham Cię, Maryjo!

fragment z książki Maryjna szkoła świętych Karmelu, Maurizio Vigani OCD