Dzień 4. Mała Terasa – uratowana od śmierci przez św. Józefa

 

Kiedy umiera Zelia, mała Teresa liczy zaledwie cztery i pół roku. Ma nieproporcjonalnie do swego wieku rozwiniętą inteligencję i zdaje już sobie sprawę, że żyje dzięki wyjątkowej łasce św. Józefa. O tej łasce rzadko wspominają jej biografowie, może dlatego, że sama Święta nie pisze o tym w Dziejach duszy, ale opowiada o niej Celina w czasie procesu, a szczególnie Zelia w jednym z listów. Dwa miesiące po urodzeniu Teresa cierpi na tę samą chorobę nieżytu jelit, na którą umarli dwaj jej starsi bracia. Z powodu raka Zelia nie może jej karmić mlekiem z piersi, a tylko taki pokarm, według kategorycznej oceny lekarza, mógł ją uchronić od śmierci. O świcie Zelia ruszyła do oddalonego o 7 km Semalle szukać Róży Taille, która wcześniej wykarmiła już dwóch Józefów. Zelia wspomina:

Do domu w Alenęon przybyłyśmy o 10.30. Służąca oznajmiła nam: „Nie mogłam jej dać pić, nie chce nic przyjmować”. Karmicielka spojrzała na dziecię i pokręciła głową, jakby chciała powiedzieć: „Na próżno się fatygowałam”. Szybko weszłam na górę do mojego pokoju, upadlam na kolana u stóp św. Józefa i błagałam go o łaskę zdrowia dla małej, zgadzając się całkowicie na wolę dobrego Boga, jeżeli zechce ją zabrać. Nieczęsto płaczę, ale łzy obficie mi płynęły w czasie tej modlitwy. Nie wiedziałam, czy mam zejść na dół… ale w końcu się zdecydowałam. I co widzę? Małą, która ssie zapalczywie. Nasyciła się dopiero gdzieś o pierwszej po południu. Wykrztusiła kilka łyczków i jak martwa opadła na swoją karmicielkę. Było nas pięć koło niej. Wszystkie były przejęte, była pewna koron czarka, która płakała, a ja czułam, że krew mi stygnie. Mała nie miała wyczuwalnego oddechu. Mimo że nachylałyśmy się, by odkryć jakieś oznaki życia, nie zauważałyśmy żadnych. Ale była tak spokojna i tak cicha, że dziękowałam dobremu Bogu, iż dał jej tak słodką śmierć. W końcu, po upływie kwadransa, mała Terenia otwiera oczy i zaczyna się uśmiechać. Od tego momentu została całkowicie uleczona, powrócił dobry wygląd i wesołość, odtąd wszystko jest dobrze.
List do bratowej, marzec 1877

Celina widzi w tym uzdrowieniu fundament więzi, jaka powstała między Teresą a św. Józefem, dług, który Święta wobec niego zaciągnęła i który przez późniejsze swoje życie spłaci, okazując mu swoją miłość i cześć. Celina zeznaje:

Jej nabożeństwo do świętego Józefa było żywe. To był stary dług, ponieważ mając zaledwie kilka miesięcy, została uzdrowiona i oca­lona od śmierci przez tego wielkiego świętego. W domu była figurka św. Józefa trzymającego Dzieciątko Jezus w ramionach. Mała Teresa pieszczotliwie go głaskała.

o. Krzysztof Pawłowski
„Postać św. Józefa w życiu św. Teresy od Dzieciątka Jezus i jej rodziny”