Z Bogiem na zesłaniu - czwarty dzień nowenny

Fragmenty listów z zesłania

 

List 73: do rodziny, Usole, 10/22.IX.1865

 

...staram się co ranek duchownie łączyć się z Chrystusem Panem, i nieraz miewam chwile tak błogie, jak i wtedy, kiedy w Wilnie z kościoła św. Katarzyny coraz częstszym odchodził od Stołu Pańskiego. Latem na wyspie mogłem znaleźć samotność, teraz tylko rano, kiedy śpią koledzy, spokój jest w koszarach i nie ma przeszkody w modlitwie; oprócz modlitwy nic nie mam, co bym ofiarował Panu Bogu, uważać ją mogę jako jedyny mój datek: pościć nie wolno mi, jałmużnę nie bardzo jest z czego dawać, do pracy sił nie ma, cierpieć i modlić się tylko mi zostaje. Większych jednak skarbów nie miałem nigdy i nie chcę więcej.

 

List 77: do rodziny, Usole, I.VII.1866

 

Taż bieda naokoło i własnej trochę, co kiedyś politowaniem i trwogą napełniała, tak się spokrewniła, że wrażenia nawet nie robi, kiedy rady jej dać trudno. Dziękujemy Bogu za dzień przebyty, o jutrze nie myśląc, a o wczoraj zapominając. Wtorek i sobota jako dni pocztowe mają trochę uroku, ale dzisiaj poczta ledwo parę listów przywiozła. Smutne są wszystkie listy z kraju, zamiast pocieszenia, Was też i my smutkiem karmimy.

 

List 80: do Ludwiki Młockiej, Usole, 2/14.X.1866


Jak spojrzę w przeszłość tyle wspomnień mnie ogarnia, w dawniejszej barwie życie dla mnie już nie wróci. Myśl teraz sięga wyżej, poza kresy ziemi, szuka szczęścia niezmiennego w łączności z tą przeszłością, która da się pojednać i zespolić w Bogu. Ale póki na ziemi, cieszmy się najpiękniejszym darem nieba-przyjaźnią ludzką, aż póki w sferach niebieskich, jeżeli Bóg do końca życia łaskę da wytrwania, w obcowaniu Świętych się spotkamy. Tą nadzieją wspartemu, nie tak tęskno rozłączenia chwile przechodzą.

Pożegnaliśmy teraz kilkudziesięciu towarzyszy robót ussolskich, uwolnionych ostatnim manifestem na posielenie. Jaki los ich czeka, czy nie będzie im gorzej jak tu - Bogu jednemu wiadomo.

 

Listy Wasze są tu tak pożądane, najmniejsza o kimś wzmianka tyle radości przynosi. Dzisiaj poczuwam się do winy, odkładałem listu napisanie do chwili, kiedy już go do urzędu dawać trzeba; pora już późna i muszę, acz niechętnie kończyć. Zakończenie listu ma dla mnie zawsze boleść pożegnania; zdaje mi się, żem jeszcze czegoś nie domówił, a pociąg nie czeka.

 

List 82: do Ludwiki Młockiej, Usole, 5/17.I.1867


Widzę potrzebę pisania, pragnę się z Wami podzielić złą czy dobrą nowiną, wspomnień boję się poruszać, o przyszłości mówić nie umiem, a teraźniejszość musi być zero, albo wyraz urojony, tylko w matematyce, z wielką ostrożnością używany; jakże radzić w podobnym położeniu, kiedy nawet i Wy, coście radzić powinni, zawzięliście się na nas. Jak nas moralnie nie będziecie wspierać, sami sobie rady nie damy i marnie zginiemy. Skrapiajcie więc nas rosą dobroczynną pamięci.

(?) Do listów swoich proszę jakąkolwiek małą pamiątkę przyłożyć, obrazek, medaliczek, kwiatek. choć szczyptę ziemi, prosiłbym o powietrza rodzinnego trochę, jeśliby możebna była rzecz. Coś najdrobniejszego, ażeby tylko od Was. (?) W napadzie duchowości, nie chcąc zbyt się przywiązywać do rzeczy doczesnych, pozbawiłem się wielu pamiątek; pobudka była dobra i czynu nie żałuję, ale w obecnej chwili jestem tego przekonania, że nawet i zmysły potrzebują pokarmu dla odświeżenia myśli i ogrzania serca i trzeba im niewinny ten datek składać, nie naruszając w niczym, a nawet spotężniając stronę duchową.

(?) Co do obecnego mego usposobienia, biorę życie takim, jak ono jest, pewny, że w każdym położeniu jest sposób zdobywania środków nasuwanych przez Opatrzność dla zdobycia sobie zbawienia. Mężnie sobie postępuję, mając ciągle Zbawiciela obraz przed sobą. Pani może się zgorszy moją szorstką polszczyzną, brak wzorów, nic więcej.

 

List 87: do rodziny, Usole, 23.VI.1867

 

Pamiętam w Irkucku, kiedy już przyszedł dzień wyjazdu za Bajkał, na parę godzin przed wystawieniem partii, klęczałem i modliłem się do Boga, żeby mi dał siły potrzebne do zniesienia tej ciężkiej podróży, która wydawała mi się nad siły moje. Właśnie kiedym cały ciężar mających nastać kłopotów podróżnych najdotkliwiej czuł na sobie, prosząc o ulgę,wezwano mnie do urzędu dla ogłoszenia naznaczenia mego do Ussola. Otóż i teraz jestem pełen nadziei, że Bóg nie ześle cierpienia nad siły moje, ale wskaże mi tę drogę, tę pracę, jaka dla mego zbawienia będzie najbardziej potrzebną. Nieraz też wołam: "Panie, naucz mnie czynić wolę Twoją, boś Ty Bogiem moim!".

 

List 104: do Ludwiki Młockiej, Irkuck, 1/13.IX.1868


Droga i Kochana Pani,

w ostatnim naprędce skreślonym liście donosiłem o zmianie jaka nastąpić miała w moim położeniu; dzisiaj już piszę z Irkucka, gdzie mi pozwolono zamieszkać. ? Z Ussola wydobyłem się łatwiej, aniżelim się spodziewał; dzięki uczynności jednego z kolegów drobne interesa załatwiłem, a tu w Irkucku znalazłem dla siebie zajęcie, które za trzy godziny dziennej pracy daje mi od 15 - 20 rubli miesięcznie, właśnie tyle, ile mi potrzeba do skromnego, ale niezależnego utrzymania. To zdobycie sobie kawałka chleba głównie Opatrzności Boskiej przypisuję.

Kościółek (jest tu) szczupły, ale czysto i starannie utrzymany, niemałe to dla nas źródło pociechy. Na nas, obracających się w jednym kole towarzyskim, pozbawionych wszelkiego promyka wesołości z zewnątrz, pracujących nieraz ciężko, albo co gorsza obarczonych brzemieniem nieczynności, obrzędy kościelne zbawiennie wpływają nawet przez samo oddziałanie na zmysły. Proszę nie gorszyć się tym moim trochę realnym zapatrywaniem się; pisząc to, mam na myśli tylko stronę zewnętrzną obrzędów, nie ruszając bynajmniej ich treści.

 

List 189: do rodziny, Irkuck, 15/27.VI.1872


Nieraz myślę o spotkaniu (jeżeli Bóg łaskawy da takowe) z Rodzicami; Mama stanowczo mnie nie pozna, bo uważam z listów, że ma mnie zawsze za dawnego. Nie mogę jednak skarżyć się na mój tu los; jeżeli mam pragnienie wyjazdu, to głównie ze względu na Was, Najdrożsi Rodzice, i na możność, przy pomocy Bożej, ujęcia w porządek, trochę rozproszonego po różnych krańcach świata, życia.

Tu żywot wprawdzie skromny, ale równy, blisko ołtarza Pańskiego; od niejakiego czasu ks. Proboszcz zachęcił mnie do codziennego przyjmowania Pana Jezusa, co z rozkoszą czynię; czasami i bliźnim Bóg pozwoli być pożytecznym; a jeżeli stan bliski ubóstwa, czasami choroba, oddalenie od swoich lub jakie jednorazowe nieporozumienie zachmurzą widnokrąg ? jest przynajmniej co ofiarować Bogu za tyle łask doznanych.

 


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...