Namaściła nogi Jezusa drogocennym olejkiem

Cały tekst homilii o. Wojciecha Ciaka ocd - podczas Jubileuszowej Eucharystii

 

Temat: Pojedynek


Przeżywając dziś jubileusz s. Franciszki razem z nią pochylamy się nad zestawem dat i wydarzeń w jej życiu i staramy się z nich wyciągnąć wnioski na jej dziś i na jej jutro.

 

W tym zestawie dat i inspiracji jest wątek Maryjny z prostą formą odmawiania litanii loretańskiej w kościołach, które nawiedzała w okresie młodości, jest wątek nie kochanej miłości św. Franciszka, jest wątek Małej Tereski, która zasiadła do stołu z grzesznikami, jest wątek wstąpienia do Karmelu w Gdyni Orłowo z jego zawierzeniem Maryi, jest wątek przyjazdu do Gniezna i jest wątek ujawnionej choroby raka - do czego to wszystko skłania.

 

Otóż takie wydarzenie jak jubileusz skupiają te wszystkie wątki i stawiają wobec pewnego wyzwania, czyli te wszystkie wątki z przeszłości dziś się skupiają w czymś co można określić jako wezwaniem do podjęcia pojedynku.

 

Pragnę tu nawiązać do opowiadania Józefa Conrada - Pojedynek. Mająca charakter anegdoty u Conrada opowieść (wzięta zresztą z artykułu w gazecie o serii autentycznych pojedynków między dwójką oficerów, która ciągnęła się przez wiele lat, ale też jego wuj, brat matki, Stefan Bobrzyński - przywódca wybitny Powstania Styczniowego zginął w pojedynku, który podjął z racji honoru z zawodowym pojedynkowcem, czytaj zabójcą). Niemniej, w opowiadaniu Conrada jeden z nich Feraud zdaje się być osobnikiem o maniakalnym wręcz usposobieniu, wykorzystującym pojedynek do udowodnienia swoich racji i wyższości. W rzeczywistości jednak jest odwrotnie - każda sytuacja, każda zniewaga (wymyślona czy nie) służy za pretekst, aby chwycić za oręż i bić się z kim popadnie. Feraudowi nie zależy na prawdzie, lecz samej sposobności stoczenia walki. Jego przeciwnikiem jest Hubert, który jest człowiekiem rozsądnym i nie chce walczyć, ale jest zmuszany i dla obrony zasad honoru i wartości tę walkę podejmuje...

 

Stanowi on swoistą przypowieść o losie Polski, ale może stanowić przypowieść o losie s. Franciszki.

 

Podjąć pojedynek jako człowiek - córka rodziców Wybraniec

 

Z racji swojej choroby ma podjąć pojedynek ze swoją chorobą. I z pewnością z nią przegra. Ale należy ten pojedynek podjąć z godnością i z honorem, jako wyraz wierności temu, co najbardziej ludzkie - jako ktoś, kto chce swoje życie przeżyć do końca, z uśmiechem, pracowicie i życzliwie. Z uznaniem, że życie otrzymane przez Rodziców jest w ręku Pana.

 

I tu rodzi się pytanie ogólne, do obecnej sytuacji człowieka, jak podjąć pojedynek w sytuacji, kiedy człowiek jest zdradzany w imię prawa i sumienia, to samo przecież uczynił Piłat wobec Jezusa?

 

Podjąć pojedynek jako Polka


Jako ślązaczaka zdaje sobie sprawę, że za bycie Polką trzeba było przez wieki płacić cenę.

A z tej racji, że jest tu w Gnieźnie - mierzy się z tym, co stanowi w jakiś sposób los Polski, o czym warto pamiętać w 100 rocznicę odzyskania niepodległości. Św. zaś Wojciech, szczególnie tu czczony,  jest zapisem tego, czym Polska jako kraj chrześcijański kieruje się wobec tych, co są na zewnątrz. Jednak ciągle, również i dziś - jesteśmy wzywani na pojedynek czy to przez Rosję czy to przez Niemcy.

Warto może w tym miejscu przypomnieć to, co mówił o naszych sąsiadach sam J. Conrad i jak on widział sprawę Polski.

 

"W liście ze stycznia 1919 roku adresowanym do Clifforda, wysokiego angielskiego urzędnika pisze: "Oczywiście obchodzi mnie Anglia, na której skupiają się wszystkie moje uczucia i myśli. Patrzę na wszystkie dzisiejsze problemy i niepewności z tego, i tylko z tego punktu widzenia"... Co do Polski nigdy nie miałem żadnych złudzeń.[...] Sprawa polska była tyle czasu pogrzebana, że nawet jej doniosłość polityczna nie jest dotychczas rozumiana. W tej wojnie nie miała nawet znaczenia marginalnego. Gdyby przymierza inaczej się ułożyły, Mocarstwa Zachodnie wydałyby Polskę uczonej świni niemieckiej z równie małymi skrupułami, z jakimi gotowe ją były wydać parszywemu psu rosyjskiemu" [cyt. za: Najder 2006: 299-300].

 

Conrad był wyczulony na to, jak ludzie Zachodu postrzegali Polskę, której losy, a w zasadzie stuletnie pasmo klęsk, były tak odmienne od losów Wielkiej Brytanii, która jako prawdziwe mocarstwo nie doznała od lat żadnej porażki. W roku 1907 pisał do Edwarda Garnetta: "Zawsze pamiętasz o tym, że jestem Słowianinem (to Twoja idee fix), ale wydajesz się zapominać, że jestem Polakiem. Zapominasz, że jesteśmy przyzwyczajeni chodzić w bój bez złudzeń. To tylko wy, Brytyjczycy, "idziecie po zwycięstwo". My przez ostatnie sto lat wielokrotnie "chodziliśmy" po to tylko, by dostawać po głowie - co było widoczne dla każdego zrównoważonego umysłu" [Conrad 1968: 265].

 

To tyle Conrad o sytuacji Polski i owo jego opowiadanie "Pojedynek" jest jakimś obrazem losu Polski... i na ten pojedynek dziś Polska jest znowu wezwana i w ten pojedynek jakoś trzeba się wpisać zgodnie z tą tradycją Karmelu Ziem polskich z drugiej połowy XIX wieku i początki XX wieku, czego wyrazem jest choćby Karmel Poznański, czy sama postać św. Rafała...

 

Podjąć pojedynek jako katoliczka


Przez odwołanie się zaś do św. Franciszka dziś nabiera szczególnego znaczenia. On marzący o tym, aby być rycerzem - jako rycerz podjął walkę o Kościół głosząc w nim obecność Jezusa: w Jego Człowieczeństwie i z Jego bólem, że miłość Jezusa nie jest kochana. W obecnej sytuacji zamętu Kościoła, kiedy miłość Jezusa jest odrzucana w imię sprowadzenia Kościoła do instytucji charytatywnej - rodzi się pytanie w jaki sposób to wyzwanie podjąć w duchu św. Franciszka - jest to podjęcie pojedynku... Warto nadmienić, że na Śląsku, skąd pochodzi s. Franciszka działają rycerze św. Franciszka... w Duchu św. Franciszka należy podjąć w oknie tego czasu pieść trubadura - oblubienicy:

 

"A Duch i Oblubienica mówią:

<Przyjdź>"

A kto słyszy, niech powie:

"Przyjdź!"

I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie,

kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie".


I wobec zgorszenia, jakie dawane jest dziś w Kościele, bo pozbawia się wierzących nadziei - s. Franciszka, trubadurka, rycerz nie tylko woła: "przyjdź", ale przekazuje słowa nadziei jako Oblubienica od Jezusa: "Zaiste, przyjdę niebawem".

Amen. Przyjdź, Panie Jezu!


I na tym polega podjęcie dziś pojedynku - jako katoliczka.

A czy obecna wśród nas Matka Chrzestna zdawała sobie sprawę, do jakiego pojedynku przyniosła dziecko z rodziny Wybraniec?

 

Podjąć pojedynek jako karmelitanka


W końcu ten pojedynek ma podjąć jako karmelitanka, która w duchu św. Tereski zasiada do stołu goryczy tych, którzy nie mają nadziei. Z jednej strony jest u małej Teresy motyw walki rycerskiej do końca, stąd jej nawiązanie do św. Joanny d'Arc, a zarazem ta walka i to podjęcie pojedynku oznacza wejście w sytuacje duchowe ludzi błądzących, nie mających nadziei na niebo, nie po to, aby ich w grzechu utwierdzić, jak to dziś chcą niektórzy, rzekomi katolicy czynić, ale po to, aby ich otworzyć na zbawienie. Sama doświadczając w śmiertelnej chorobie zwątpienia, ale zarazem ufności w miłość Jezusa i to, że można na tronie ludzkiego serca, najbardziej zagubionego, osadzić Jezusa.

 

U Małej Teresy ujawniło się to w Wielki Piątek, 3 kwietnia 1896, po północy i ponownie wieczorem: Teresa pluje krwią, w owym czasie prawie niezawodny znak zbliżającej się śmierci. Dwa dni później, 5 kwietnia, w Niedzielę Wielkanocną, nachodzi ją dręczące pytanie i nie opuści jej aż do śmierci: Czy będzie dla nas niebo? Jezus "pozwolił, żeby moją duszę spowiły najgłębsze ciemności i żeby myśl o niebie, tak dla mnie słodka, stała się już tylko przedmiotem walki i udręki" (G 5v). Nieustraszona w swojej wierze w obietnicę Jezusa i zasiadając solidarnie przy "tym stole napełnionym goryczą, przy którym jedzą biedni grzesznicy", Teresa niesie przed sobą "świetlistą pochodnię Wiary" (G 6r).

 

I to, co było młodzieńczą fascynacją u s. Franciszki doświadczeniem św. Teresy od Dzieciątka Jezusa stało się już konkretnym doświadczeniem w styczniu ubiegłego roku 2017, kiedy wchodzi w swoistą ciemność związaną z chorobą nowotworową... Na  tej drodze odkrywa kolejne powołanie w powołaniu:  stanąć przy tych, którzy zmagają się z chorobą nowotworową. To jest  jej lud, który wspiera, z którym się utożsamia, za który się modli... ale s. Franciszka musi utożsamić się nie tylko z tym ludem nowotworowym, ale tym ludem, który i w Kościele i poza Kościołem nie pokłada nadziei w Jezusie...

I jak sama pisze "Obecnie żyje w przekonaniu że Bóg jest wierny, zawsze dobry i czuły w bezmiarze swojego miłosierdzia".


I opiera się na słowach nadziei, zawartych w dzisiejszym drugim czytaniu: "Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym".


Podjąć pojedynek jako s. Maria Franciszka Teresa od Jezusa Ukrzyżowanego


Te wszystkie wątki bycia człowiekiem, Polakiem, katolikiem i karmelitanką w duchu św. Teresy od Dzieciątku Jezus przynaglają s. Marię Franciszkę Teresę od Jezusa Ukrzyżowanego do podjęcia tego pojedynku.

 

Na ten pojedynek jest już niejako przygotowana, bo przemawia do niej wiersz Poetki karmelitańskiej:

 

"Pozwól mi Panie

Tak oderwać się od siebie

I wzlecieć na gałęzie krzyża,

By tam wejść

W gniazdo ukryte

Co przygotowane przez Ciebie czeka

Aż oblubienica zapragnie być matką.

I czeka..."

 

Czeka razem ze swoją Wspólnotą tego Klasztoru - stąd w Psalmie śpiewano:

 

"Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,

zapomnij o twym narodzie, o domu twego ojca!

Król pragnie twojej piękności:

on jest twym panem; oddaj mu pokłon!

I córa Tyru [nadchodzi] z darami;

W szacie wzorzystej wiodą ją do króla;

za nią dziewice, jej druhny,

wprowadzają do ciebie"

 

I przyprowadziły ją do tej kaplicy, do Betanii, gdzie Siostra Franciszka namaści nogi Jezusa, który jest obecny wśród nas i na nowo chcą go Ukrzyżować. S. Franciszka pragnie namaścić nogi Jezusa szlachetnym i drogocennym olejkiem nardowym jej życia jako córki rodziców Wybraniec, jako Polki i jako karmelitanki, a jednocześnie nie tylko namaścić nogi Jezusowi, ale pragnie podjąć z Jezusem pojedynek, gdyż wierzy, że już: "śmierć starła się z życiem i w boju, o dziwy, choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy", i wierzy, że w tym podjętym z Jezusem - pojedynku  ze śmiercią, ona sama będzie żyć i wraz z Jezusem obdarzy życiem w tym, co zagraża jej rodzinie, co zagraża Polsce i co zagraża Kościołowi.


Stąd dzisiejszy jubileusz nie jest tylko wspomnieniem i dziękczynieniem, ale jest podjęciem na nowo walki, pojedynek trwa i trzeba do niego stanąć.

 

Na zakończenie Mszy św.:

 

W czasie tej Mszy św. w otoczeniu Rodziny, Wspólnoty, Kapłanów zadawaliśmy sobie pytanie dzięki s. Franciszce Teresie od Jezusa Ukrzyżowanego o Początek i Koniec.

 

W tym w "wielkim pytaniu" o Początek i o Koniec życia skarga przeplata się z nadzieją, o której Norwid tak pisał, myśląc współczująco o umierającym przyjacielu, Fryderyku Chopinie:

 

Byłem u Ciebie w te dni przedostatnie

Nie docieczonego wątku -

- Pełne, jak Mit,

Blade, jak świt...

- Gdy życia koniec szepce do początku:

- Niestargam Cię ja - nie! - Ja, u-wydatnię!...".


I w takiej nadziei chcemy s. Franciszkę utwierdzić i chcemy się dzięki niej sami utwierdzić.

 

 

 

 

 

 

 

 


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...