Kolejne młode serce wybrało Jezusa!

Homilia o. Wojciech Ciaka ocd

z racji pierwszych ślubów s. Agnieszki Teresy od Jezusa, Maryi i Józefa -

Postawa zdumienia i drżenia wobec tajemnicy

 

Zacznijmy od wypowiedzi Soerena Kierkegaarda - w swoim dzienniku zanotował: "Arystoteles wyznaczył pozytywny punkt wyjścia dla filozofii, kiedy mówił, że zaczyna się ona od zadziwienia, a nie od wątpienia, jak to ma miejsce w naszym czasie. Świat powinien nauczyć się, że niczemu nie służy zaczynanie od czegoś, co jest negatywne" (Diario, I, nr. 566).


Wymienia tu dwa sposoby uprawiania filozofii, dwa sposoby podejścia do życia. Żaden z nich sam z siebie nie jest w sumie wystarczający, jeden powinien być uzupełniony drugim. Postawa zadziwienia mówi o tym pierwszym odbiorze przez nas: ludzi wokół nas, dziejących się spraw, świata. Natomiast postawa wątpienia, a może drżenia z bojaźnią, jest drugim etapem, w którym staramy się zastanowić, rozeznać, czy to, co nas zadziwiło jest rzeczywiście tego godnym, czy nie ulegamy jakiemuś złudzeniu?

 

1. Jak to jednak było w przypadku św. Teresy od Jezusa?


Stanowisko Teresy: połączenie postawy zadziwienia z postawą drżenia w bojaźni.

 

Mamy tu do czynienie z osobą, która umie w sobie te dwie postawy połączyć i pracuje nad tym całe swoje życie, pielęgnuje w sobie te postawy cały czas.

 

Jej postawa zadziwienia wychodzi od zachwytu i przechodzi do zdumienia połączonego z pewnym drżeniem wobec tajemnicy.

 

Spróbujmy przyłapać niejako świętą Teresę na sytuacji jej zdumienia się, czyli na czymś, co zawiera w sobie podziw i drżenie. Takich sytuacji z jej życia jest wiele, ale skupmy się na jednej z nich. Czyli nad odkryciem drogi prawdy w wieku 6 czy 7 lat  (doświadczenie z pierwszego okresu jej życia).

 

Teresa mając 50 lat pisze swoją autobiografię, "Księgę mojego życia".  W jej pierwszym rozdziale opowiada o swoim dzieciństwie zakończonym w sposób dramatyczny śmiercią matki. Jednak punktem centralnym w tym jej wspomnieniu dzieciństwa jest przytoczenie sytuacji zdumienia. Przytoczę najpierw ten epizod ukazujący jej zdumienie: "Tak więc moje rodzeństwo w niczym nie utrudniało mi służenia Bogu. Jeden z braci, będący prawie w moim wieku (oboje razem wczytywaliśmy się w żywoty Świętych) był tym, którego kochałam najbardziej, chociaż wszystkich darzyłam wielką miłością, a oni mnie. I razem z tym moim bratem zastanawialiśmy się nad sposobem osiągnięcia tego. Uzgodniliśmy, że udamy się do ziemi Maurów, żebrząc po drodze w imię miłości Boga, aby tam ucięli nam głowy. I wydaje mi się, że Pan dawał nam hart duszy, w tak młodym wieku, jeśli tylko znaleźlibyśmy środki, tyle że największą przeszkodą - jak nam się wydawało - byli rodzice. W tym, co czytaliśmy wielce zdumiewało nas stwierdzenie, że kara i chwała są na zawsze. Często zdarzało nam się spędzać wiele czasu rozprawiając o tym i z przyjemnością powtarzaliśmy po wiele razy: na zawsze, na zawsze! Pan zechciał, aby dzięki wypowiadaniu tego przez dłuższy czas, w tym okresie dzieciństwa odcisnęła się we mnie droga prawdy (Ż 1,4)

 

W tym jej opisie są obecne dwa sploty, czyli Teresa spotyka się jako opowiadająca z tą, o której opowiada. Teresa opowiadająca i mająca już 50 lat - spotyka się z tą, o której opowiada i która ma 6 albo 7 lat. Wydaje się nam to może oczywiste, ale nie zawsze tak jest. Zatrzymajmy się przy tym dziwnym spotkaniu.

 

Oto Teresa z pewnym dystansem spogląda wstecz, wspomina wydarzenia z wczesnego dzieciństwa. Stosuje tu dosyć klasyczny układ: wspomina ojca, matkę, ich dobroć i troskę o nią, wspomina swoje rodzeństwo, wspomina swoje pierwsze lektury, zabawy. Dochodzi w tych wspomnieniach, że jako dziecko odkryła czy wyczuła prawdę o życiu: wszystko przemija, panta rei, wszystko płynie, ale że wobec tej przemijalności jest coś trwałego, jest życie wieczne. I to odkrycie zrodziło w niej i w jej bracie zdumienie: "W tym, co czytaliśmy wielce zdumiewało nas stwierdzenie, że kara i chwała są na zawsze. Często zdarzało nam się spędzać wiele czasu rozprawiając o tym i z przyjemnością powtarzaliśmy po wiele razy: na zawsze, na zawsze! Pan zechciał, aby dzięki wypowiadaniu tego przez dłuższy czas, w tym okresie dzieciństwa odcisnęła się we mnie droga prawdy" (Ż 1,4).


Teresa wspominająca jednak to swoje pierwsze i dziecięce zdumienie - spotyka się z tą, która to zdumienie przeżyła, gdyż pisze dalej: "Pan zechciał, aby dzięki wypowiadaniu tego przez dłuższy czas, w tym okresie dzieciństwa odcisnęła się we mnie droga prawdy" (Ż 1,4). Teresa mając te swoje pięćdziesiąt lat jest zdumiona tym swoim doświadczeniem dziecka i zarazem jest w dalszym ciągu zdumiona tym, że to doświadczenie w niej trwa. A to oznacza, że w dalszym ciągu jest otwarta na to trwanie na drodze prawdy, ma to wyczucie prawdy w swoim życiu. Powtarzam, wydaje się nam to może oczywiste, ale nie zawsze tak jest.


Zwróćmy uwagę, ona nie mówi w punkcie wyjścia o Bogu, nie jest tak super religijna, mówi o wyczuciu prawdy, które wpisał w nią Bóg i które w sobie rozwijała. To dziwne spotkanie 50-letniej narratorki z 6-letnią dziewczynką, o której opowiada dokonuje się dzięki temu, że ta wspominająca i wspominana mają w sobie to wyczucie prawdy dotyczącej życia. Ta 50-letnia i 6-letnia wiedzą, które nuty w życiu są fałszywe, a które nie. I Teresa wspominając zasadniczo nie narzeka na okoliczności, ludzi, choć nie oznacza, że nie widzi pewnych niebezpieczeństw, ale nie przerzuca odpowiedzialności poza siebie. Jeśli w jej życiu było źle, to było w sytuacjach, kiedy przytępiła w sobie to wyczucie prawdy i nie szła za tym.


2. Jakie rodzą się dla nas pytania: czy w naszym życiu dokonuje się takie spotkanie?


I s. Agnieszka Teresa od Jezusa, Maryi i Józefa w swoim świadectwie o takim spotkaniu nam świadczy.


Ta dwudziestoośmioletnia kobieta w swoim świadectwie napisała: "W dniu, w którym Siostry zdecydowały o moim przyjęciu do wspólnoty i tym samym rozpoczęciu postulatu, Jezus podarował mi Słowo o zaginionej owcy, której szukał jako Dobry Pasterz z wielkim zaangażowaniem. Kiedy myślę o mojej drodze z Jezusem i drodze mojego powołania nie znajduję lepszego obrazu... Jezus udał się daleko i wysoko, aby mnie odszukać, ponieważ dorastałam w górskim schronisku, które prowadzili moi rodzice".


I dalej następuje opis ukazujący to, jak Jezus jej szukał i zarazem prowadził najpierw do spotkania ze Sobą jako Panem Miłosiernym, szczególnie przez pobyt w Rabce u Sióstr Miłosierdzia Bożego, szczególnie przez Jego obecność w Najświętszym Sakramencie, potem przez pielgrzymki i duszpasterstwo pozwolił jej odkryć Wspólnotę Kościoła i dalej w tej Wspólnocie Kościoła przez pośrednictwo świętych, a szczególnie św. Teresę od Dzieciątka Jezusa i św. Teresę de los Andes odkryła Karmel i tę szczególną misję Karmelu w trosce o zbawienie innych.

 

I ta dziś 28-letnia kobieta mając świadomość, że była zagubiona i została odnaleziona chce z Jezusem szukać innych i z Nim modli się słowami św. Jana od Krzyża z Romance o Wcieleniu, czyli to, czego sama doznała, chce, aby było udziałem innych i dlatego modli się z Jezusem:

 

"Pójdę szukać mej miłej,

Krzyże jej, ból i męki

Wezmę na barki swoje,

By nie znała udręki.

I by zaznała życia,

Dam za nią życie moje,

Wyrwę ją z bagien świata,

Zwrócę w ramiona Twoje!"

 

Znaleziona, wyrwana i zwracana, chce szukać, wyrywać i zwracać innych. Dlatego składa swoje pierwsze śluby.


Jednak pytamy, a co będzie Agnieszko z Tobą za pięć lat, a co będzie, gdy będziesz miała 40 lat, a co będzie, gdy będziesz miała 50 lat i czy wtedy spotkasz się z ową kobietą z dziś, która mówi, że została znaleziona, wyrwana i zwracana i chce pomagać Jezusowi w szukaniu innych zagubionych, czy nie zaczniesz wtedy np. estetyzować swojego życia i unikać spotkania 40-letniej kobiety z kobietą z dziś i poetycko będziesz mówić głosem pewnej znanej uciekinierki od życia, mówiąc, że nie da się życia pozbierać, gdyż:

 

"Życie (jest) na poczekaniu.

Przedstawienie bez próby.

Ciało bez przymiarki.

Głowa bez namysłu.

Nie znam roli, którą gram.

Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.

O czym jest sztuka,

zgadywać muszę wprost na scenie" (W. Szymborska, Życie na poczekaniu).

 

A gdy będziesz miała 60 lat nie powiesz, jak bohaterzy tegorocznego laureata Nagrody Nobla, Kazuo Ishiguro, że marnuje się Twoje życie, że karmisz się tylko odbitym światłem, że nie masz żadnej łączności ze światem i z innymi, i nie będziesz wiedziała (Krzysztof Masłoń, Do rzeczy), czemu ta dziewczynka wychowująca się w górach, schodząca przez godzinę do autobusu, mieszkająca w klasztorze w Rabce, gdzie jakiś czas żyła s. Faustyna... jest tu...

 

Jednak punktem wyjścia do tych spotkań ze sobą z dziś za tych "ileś" lat jest to, że jesteś zadziwiona, że zostałaś znaleziona i że chcesz z Nim szukać innych i do tego zadziwienia dochodzi drżenie wobec Tajemnicy wyrażające się w podjętej decyzji z nadzieją i pragnieniem, co wyraziłaś w słowach: "Teraz stojąc u progu zaślubin z Jezusem w Pierwszej Profesji, otrzymałam od Jezusa obietnicę życia, które będzie zamieszkiwane i zagarnięte przez Niego, w Słowie: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją  naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy" (J. 14, 23). Pozostaje mi trwać w ufności, oczekując wypełnienia nadziei, które pokładam w moim Oblubieńcu i dziękczynieniu z powodu okazanego mi wielkiego Miłosierdzia, mając nadzieję, że moje oddane Chrystusowi życie przyczyni się do uratowania na wieczność wielu moich braci i sióstr".

 

Niech św. Teresa od Jezusa uczy Ciebie zadziwiać się obecnością Jezusa, który Ciebie odnalazł i niech pomaga Ci z drżeniem szukać z Nim zagubionych.

 

 

Słowo na zakończenie Mszy św.:


"Stoję przed Tobą

w rękach trzymając liść

jesienny liść

suchy złoty

uśmiecham się do iskierek zdziwienia

tańczących w Twoich oczach

- zaraz Ci wszystko wytłumaczę

Ten liść - to ja...

Bo widzisz

Usycham z tęskonty...

 

S. Agnieszko Tereso do Jezusa Maryi i Józefa - stoisz przed Jezusem, Twoim Pastorcico z białą kartką zapisanych Twoich ślubów, na tej kartce wyraziłaś  swoją tęsknotę i nie zaprzestawaj się z niej wobec Jezusa - Pastorcico - tłumaczyć i wciąż tłumaczyć...

 

I proś Go, aby narysował ci baranka i możesz narzekać mówiąc, nie, ten jest chory, a tamten za stary, raz jeszcze mi narysuj, i w sercu moim wyryj Baranka Łagodnego bez miary.

Amen


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...