Nowenna do św. Teresy od Dzieciątka Jezus

 

"Myśli moje nie są myślami waszymi"(mówi Pan Bóg). Zasługa nie polega na tym, by czynić i dawać wiele, ale raczej na tym, by przyjmować i bardzo miłować... Powiedziane jest, że "większym szczęściem jest dawać, aniżeli brać", i to prawda, ale skoro Jezus chce słodycz dawania wziąć dla siebie, chyba nie byłoby uprzejmie odmawiać. Pozwólmy Mu brać i dawać wszystko, cokolwiek zechce, doskonałość polega na pełnieniu Jego woli, a dusza, która oddaje się Jezusowi całkowicie, nazwana jest przez Niego "Jego Matką, Jego siostrą" i całą Jego rodziną. A gdzie indziej: "Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę (to znaczy, będzie czynił wolę moją), a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy".

 

O Celino! Jakże łatwo podobać się Jezusowi, zachwycić Jego Serce! trzeba jedynie miłować Go, nie przypatrując się sobie, nie zastanawiając się wiele nad swoimi wadami...

 

Twoja Teresa nie przebywa obecnie na wyżynach, ale Jezus uczy ją, by korzystała z wszystkiego, z dobrego i złego, jakie znajduje w sobie. Uczy ją gry w banku miłości, a raczej nie, to On gra zamiast niej, nie mówiąc jej wcale, w jaki sposób zabiera się do tego. To Jego rzecz, a nie Teresy; jej rzeczą jest jedynie zdać się na Niego, oddać się, nie zachowując nic dla siebie, nawet tej radości, by się mogła dowiedzieć, ile jej bank przynosi. Zresztą, przecież nie jest dzieckiem marnotrawnym, nie ma więc potrzeby, by Jezus przygotowywał dla niej ucztę: "skoro ona zawsze jest z Nim".

 

Zbawiciel nasz pozostawia "owieczki wierne na pustyni". Ileż treści zawiera się w tych słowach!... Jest ICH PEWIEN, nie mogą zbłądzić, bo są więźniami miłości, toteż Jezus pozbawia je odczuwalnej swojej obecności, aby obdarzać pociechami grzeszników; jeżeli zaś zaprowadzi je na Tabor, to na krótkie tylko chwile, zazwyczaj bowiem doliny są miejscem Jego spoczynku: "Tam odpoczywa w południe".

 

Poranek naszego życia przeminął, radowałyśmy się wonnym wietrzykiem świtania, wówczas wszystko uśmiechało się do nas, Jezus pozwolił nam odczuwać słodką swoją obecność; ale gdy Słońce zaczęło silniej przygrzewać, Umiłowany nasz "zaprowadził nas do swego ogrodu i polecił nam, byśmy zbierały mirrę doświadczeń, odłączając nas od wszystkiego i od Niego samego. Wzgórze mirry wzmocniło nas gorzkimi swymi wonnościami, a wówczas Jezus kazał nam zejść znowu, i teraz jesteśmy w dolinie. "Prowadzi nas nad wody, gdzie może odpocząć"...

 

Kierownicy dusz polecają dążyć do doskonałości przez wykonywanie jak największej ilości aktów cnót, i to jest zupełnie słuszne. Jednak mój kierownik Jezus nie uczy mnie liczyć aktów; uczy mnie czynić wszystko z miłości, niczego Mu nie odmawiać, być zadowoloną, gdy daje mi sposobność udowodnienia, że Go kocham. Wszystko to wszakże odbywa się w pokoju, w całkowitym oddaniu się: Jezus robi wszystko, ja nic nie robię.

 


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...