Nowenna do św. Teresy z Avila

Prawdziwie, Królu mój, najdelikatniejszego i najsroższego zarazem użyłeś sposobu na ukaranie mnie, wiedząc, Ty Boski Znawco mego serca, co mnie może najmocniej zaboleć. Za grzechy moje karałeś mnie swymi niewypowiedzianymi pociechami. Nie sądzę, bym mówiąc to, była niespełna rozumu, choć może i dobrze byłoby, gdyby mi rozum ustawał w tej chwili, gdy znów przypominają mi się moje niewdzięczności i złości. Taka jest moja natura, że otrzymywać łaski w chwili popełnienia ciężkich przewinień, było to rzeczą dla mnie boleśniejszą, niż wszelkie karanie. Jedna taka łaska, mówię to z zupełną pewnością, więcej mnie na proch ścierała, zawstydzała i bolała, niż jakie bądź choroby albo też wszystkie boleści. Bo na takie kary wiedziałam, że zasłużyłam i zdawało mi się, że choć w części wypłacić się mogę nimi za swoje grzechy. Na spłacenie ich w zupełności, według ich wielkości, mało byłoby wszelkiego najsroższego cierpienia. Ale otrzymywać wciąż nowe łaski, tak źle się odwdzięczając za otrzymane, jest to dla mnie i jak sądzę dla każdego, kto ma niejakie poznanie i miłość Boga, straszliwą w swoim rodzaju męką. Serce prawe i szlachetne łatwo to zrozumie. Z tego to źródła płynęły moje łzy i z tego powodu w ciągłym byłam udręczeniu, czując z jednej strony słodycz pociech Bożych, a z drugiej znając siebie taką, iż lada chwila znowu upadnę.


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...