Liturgia Triduum

Rozważania

 

 

Wielki Czwartek: 13, 1-15

 

Św. Jan rozpoczyna opis Ostatniej Wieczerzy od sceny umywania nóg. Co Jezus chce powiedzieć uczniom przez ten gest? Jest na progu Paschy, podczas której stanie się Barankiem złożonym w ofierze, a Jego krew zgładzi grzech świata, oczyści serca tych, których dotknie. W geście umycia nóg mówi o tym oczyszczeniu: "Wy już jesteście czyści", a jednocześnie obmywa brud i ociera stopy prześcieradłem, którym był przepasany. Pochyla się przed każdym, uniża się i służy - On, Bóg, służy człowiekowi i w ten sposób go zbawia. Nauczyciel i Pan staje się niewolnikiem swoich uczniów. Takie właśnie będzie nowe przymierze, ono odsłoni do końca prawdę o Bogu i o człowieku. To pełnia objawienia - chwała Boga, która w starym przymierzu była ukryta w gęstym obłoku i w ogniu - staje się widoczna. Jest to wcielona miłość, która się uniża, ogałaca i służy. To Jezus, który oddaje siebie do końca.
W geście umycia nóg Jezus chce pokazać uczniom, że są u kresu wędrówki z Nim, na progu Ojcowskiego domu, a uczta, którą z Nim spożyją, jest ucztą życia wiecznego. To cel, jaki osiągnęła Jego miłość.

Taka miłość jest dla człowieka niepojęta i jak Piotr wołamy; "Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?"( w.6) Jednak tylko poddając się działaniu tej miłości, możemy być zbawieni. Jest to równocześnie tajemnica zaślubin Boga z duszą, o jakiej pisał św. Jan od Krzyża:

"Czułość i szczerość miłości Boga dochodzi do tego, że - o rzeczy przedziwna i godna największej bojaźni i podziwu! - naprawdę poddaje się jej, aby ją wywyższyć, jakby On był jej sługą, a ona Jego panem. I tak troszczy się o to, by jej dogodzić, jakby On był jej niewolnikiem, a ona Jego Bogiem. Tak głęboka jest pokora i słodycz Boga!" (Pieśń Duchowa 27, 1)

Wielki Piątek: J 18,1-19.42

Pierwsze słowa dzisiejszej Ewangelii, czyli janowej relacji o Męce Jezusa, wyprowadzają nas poza mury Jerozolimy, za potok Cedron. To wyjście Jezusa ma w sobie coś z wygnania Adama i Ewy z raju. Chwilę wcześniej Nauczyciel rozmawiał ze swymi uczniami tak, jak zwykł rozmawiać Bóg z Adamem i Ewą o godzinie w której przez Eden wiał łagodny wiatr (por. Rdz 3,20). "Powiedziałem wam wszystko, nazwałem was przyjaciółmi"- Teraz zaś jak Cierpiący Sługa idzie za potok Cedron, jak Dawid opuszczający Jerozolimę uciekając przed Absalomem (por. 2 Sm 16).
"Cała okolica głośno płakała, gdy lud przeciągał. Król przeprawił się przez potok Cedron, a cały lud przechodził obok niego w kierunku pustyni".
Ogród, do którego się udają przestał oto być przyjaznym ogrodem, w którym Jezus gromadził uczniów, by mówić im o Królestwie Ojca. Teraz na pierwszy plan wysuwa się królestwo ziemskie, królestwo interesów oraz walki o władzę i wpływy, którego zasady bynajmniej nie pokrywają się z zasadami miłości i wierności Ojcu, które rządziły życiem Jezusa. Za parę godzin zabrzmią słowa "poza Cezarem nie mamy króla" (J 19,15), które będą ceną za wymuszenie wyroku skazującego lecz także ceną sprzedawania własnego sumienia na rzecz politycznych zabiegów.
Uległość Boga w godzinie Męki nie ma miary. Na skinienie swoich zaślepionych stworzeń daje się wyprowadzić z ogrodu dzieląc los Adama i Ewy, wypędzonych z Edenu, poddany konsekwencjom grzechu aż do okrzyku boleści: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" Ogród, symbol miłości, dostatku i świętowania, zamienił na ogród agonii, Męki pozbawienia miłości, Męki miłości, która szuka za wszelka cenę tych, których mogłaby obdarzyć miłością. Jezus za możliwość udzielania się stworzeniom do końca czasów wydaje się naprawdę na śmierć, w prawdziwym ludzkim ciele, by odtąd żadna męka nie stanowiła przeszkody w powierzeniu się Ojcu. Jezus oddaje się ludziom zbuntowanym, nieświadomym i grzesznym, ale czyni to mocą swego bycia Synem, który wie, że nic nie wymyka się z rąk Ojca. To jest właśnie moment, w którym potwierdza swoja uległość Ojcu, potwierdza Jego władzę Stworzyciela i Odkupiciela. Czyni to mocą swojego i ojcowskiego pragnienia, by sercom stworzonym z miłości na nowo dać udział w zdolności miłowania, zdolności, jaką wszyscy wierzący będą mieli na mocy wszczepienia w Jego boskie życie. Św. Jan od Krzyża tak odczytał dialog Jezusa z Ojcem:

"Pójdę szukać mej Miłej,
Krzyże jej bóle i męki
Wezmę na barki swoje,
By nie znała udręki
I by zaznała życia
Dam za niż Życie moje"

Na okrzyk "pragnę" odpowiedziała rzesza świętych stojących przed Barankiem. Płonęli  oni tym samym pragnieniem odwzajemnienia miłości, odpłacenia miłością za miłość, w praktyce dzielenia życia i śmierci z najuboższymi i wydziedziczonymi, aby w Jezusie otrzymali Królestwo. "Pragnę" Jezusowej agonii dla Przyjaciół Baranka pozostaje źródłem i inspiracją działania.

 

 

Wigilia Paschalna, rok B: Mk 16,1-7

"Wszystko zmartwychwstało. Wszystko się rozpoczyna, można spróbować kochać, gdyż nie ma już śmierci, gdyż nawet śmierć pełna jest Boga" (Olivier Clément).

"Oto czynię wszystko nowe" (Ap 21,5). Noc Paschy, noc zwycięstwa, rozjaśniającego ciemności, zwycięstwa poruszającego wszechświat, to przełom, oczekiwany przez całe stworzenie. Jezus wszedł w śmierć, mając życie w Sobie - dar Ojca dla Syna, by On sam był Życiem, tryskającym obficie w godzinie krzyża, w godzinie śmierci (por. J 5, 26). "Ukochany mój odszedł i znikł" (Pnp 5,6). Cała ziemia pogrążyła się w głębokim milczeniu, patrząc na złożonego do grobu Zbawiciela, a On powstał. Dzięki tej godzinie zostaliśmy wybawieni, wszystko zostało przeniknięte łaską, odnowione i włączone w potężny nurt zmartwychwstania. Teraz każda śmierć niesie ze sobą tajemnicę Chrystusa, przekraczającego bramy otchłani, gotową się objawić, eksplodować światłem i chwałą. Złączeni z Nim mamy wejść w nowe życie (por. Rz 6,4.5).

Po upływie szabatu, dnia proroczego odpoczynku, kobiety, które towarzyszyły Jezusowi do końca, idą namaścić Jego ciało. Niosą w dłoniach wonności, będące znakiem miłości i oblubieńczego oddania. Wonności przypominają o wydarzeniach ze wspólnej wędrówki ku Jerozolimie, o chwilach intymnej zażyłości, jak wtedy, gdy Maria namaściła Pana olejkiem i włosami otarła Jego nogi (por. J 12,1-8). Są znakiem pamięci i wierności. Kobiety idą do grobu, by jeszcze raz potwierdzić swoją miłość, idą nie wiedząc, że otrzymają o wiele więcej, niż przynoszą. Jezus, namaszczony Duchem Świętym (por. Dz 10,38), nad którym Bóg rozlał olejek radości (por. Ps 45), daje nam udział w tym królewskim namaszczeniu. Dzięki mocy zmartwychwstania sami stajemy się "wonnością Chrystusa" (2 Kor 2,15), oddajemy życie w geście bezinteresownego wylania olejku, otrzymujemy Ducha miłości, byśmy mogli dać miłość. Jezus przez pewien czas pozostaje ukryty, ale poranek pełen jest znaków, że On żyje. Aniołowie odziani w światło, uobecniają chwałę Boga na ziemi; zapisani na ikonach, przez biel swoich szat będą wprowadzać wierzących w to Wydarzenie, w które nie ludzki umysł, ale pełne miłości proste spojrzenie serca zdoła przeniknąć. To aniołowie, wysłannicy Boga, odsuną kamień, zamykający drogę do grobu. Będą głosić, że Ukrzyżowany żyje. Będą nieustannie wskazywać inną perspektywę, bo miłość zwyciężyła śmierć. Gdzie spotkamy Jezusa, gdzie rozpoznamy Jego twarz? W chwili płaczu, jak Maria Magdalena, nie znajdująca po odejściu Mistrza ukojenia. W momencie zejścia w głąb cierpienia. W dniu umierania. "Uniżając się aż do dna swej nicości"- (św. Teresa od Dzieciątka Jezus). On zstąpił do otchłani, by nas z niej wydobyć, by wyprowadzić na wolność, ku życiu, które nigdy się nie skończy. "Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe "(2 Kor 5,17). Wracając do Galilei, do naszej historii, teraźniejszości, spotkamy Zmartwychwstałego. To spotkanie przemieni naszą rzeczywistość. Będziemy mieli życie w sobie. Jego obecność pozwoli i nam przejść drogę paschalną. Wejdziemy w zmartwychwstanie.


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...