Jubileusz Teresy - jak się modlić (3)

Wracając tedy do tych, którzy pragną pić z tej wody żywej i iść drogą do niej wiodącą, aż dojdą do samego źródła, nasuwa się pytanie: od czego oni mają zacząć? Sądzę, że wszystko na tym polega, by przystąpili do rzeczy z niezachwianym postanowieniem, iż nie spoczną, póki nie staną u celu. Niech przyjdzie co chce, niech boli jak chce, niech szemrze kto chce, niech własna nieudolność stęka i mówi: nie dojdziesz, umrzesz w drodze, nie wytrzymasz tego wszystkiego, niech i cały świat się zwali z groźbami. [...]

Nie zważajcie,  na strachy, którymi świat chciałby wam odebrać odwagę, ani na niebezpieczeństwa, które wam w tak ponurych barwach maluje. Dziwni doprawdy ci ludzie światowi! Wiedzą, że na końcu tej drogi jest skarb wielki, że po drodze pełno czatuje złodziejów, a chcieliby, żeby żadnego na niej nie było niebezpieczeństwa! A jeszcze dziwniejsi, że wam pod pozorem tych niebezpieczeństw nie dają spokojnie iść tą drogą i skarbu tego szukać, kiedy sami dla nędznego grosza, dla lada jakiego zysku doczesnego gotowi całymi nocami nie spać i trudzić się bez miary, ani ciału, ani duszy nie dając spoczynku! Jeśli zaś wam, które wybierając się na zdobycie tego skarbu - o którym mówi Pan, że ludzie gwałtowni zdobywają go - idziecie drogą bezpieczną, drogą królewską, którą szedł przed wami Chrystus, Pan i Król nasz, którą szli wszyscy wybrani i święci Jego, oni takimi wam grożą strachami i takie wam zapowiadają niebezpieczeństwa, jakież dopiero niebezpieczeństwa grożą im, którzy tego skarbu szukać powinni, a nawet drogi do niego wiodącej nie znają?


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...