IV Niedziela Wielkiego Postu

Rok A: J 9,1-38

 

Historia uzdrowienia niewidomego od urodzenia zaczyna się niby przypadkowo. Jezus po prostu PRZECHODZI - i widzi go. Przechodzenie Jezusa od razu przywołuje na myśl Paschę, przejście przez śmierć do życia. To, co się będzie działo za chwilę, jest złączone z męką i zmartwychwstaniem Chrystusa. Dokonuje się Pascha, nasze wyzwolenie. Niewidomy będzie miał w tym swój konkretny udział. Cud przejrzenia jest jej owocem.

Trzy razy w tym fragmencie Ewangelii jest opisany "obrzęd" uzdrowienia. A więc musi to być ogromnie ważne! "Błoto mi nałożył na oczy, obmyłem się i widzę". W sposób szczególny zastanawia to BŁOTO, które rzadko pojawia się w Ewangeliach. Musi mieć dla nas jakieś znaczenie, skoro jest wspomniane trzykrotnie. Błoto w Biblii jest związane z sytuacjami nieszczęścia, upadku i upokorzenia, a nawet śmierci. Jest wręcz obrazem Szeolu, miejscem przebywania umarłych. Wydobycie z błota to chwila prawdziwego wybawienia od sytuacji bez wyjścia, beznadziejnej, zagrażającej. W psalmie 40, będącym pieśnią wdzięczności za ocalenie, mamy słowa modlitwy: "On pochylił się nade mną i wysłuchał mego wołania. Wydobył mnie z dołu zagłady i kałuży błota". To naprawdę zastanawiające, że Jezus, pochylając się nad niewidomym, by go uzdrowić, bierze coś z TEJ rzeczywistości. Czy nie jest tak, że aby zostać uleczonymi z naszej ślepoty, mamy zetknąć się, spotkać z rzeczywistością cierpienia, upadku i nieszczęścia? Czy nie jest konieczne takie doświadczenie, byśmy wstali i poszli się obmyć?

Także Jezus miał to doświadczenie. Obrazem cierpiącego Chrystusa jest w Biblii prorok Jeremiasz - odrzucony, niewinnie cierpiący z powodu słowa Boga, które głosił. Ludzie nie chcieli przyjąć słowa prawdy. I wrzucili Jeremiasza do cysterny pełnej błota. Zanurzył się w nim wiedząc, że o własnych siłach nie jest w stanie wydostać się stamtąd. Mógł jedynie czekać na śmierć. W taką właśnie sytuację wszedł Jezus. Zanurzył się w ludzkiej nienawiści i grzechu. I został uratowany! Jego rany zostały obmyte miłością Ojca, który wyprowadził Go z grobu, dał pełnię życia...

W Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego również trzykrotnie pada pytanie: "Jak zostały otworzone twoje oczy? Co On uczynił?" Jest ogromnie ważne to, co Jezus czyni. To, że otwiera nasze oczy. Już wiemy, że często czyni to przez wydarzenia trudne. Chce, byśmy widzieli. Byśmy żyli w prawdzie, autentycznie, bez kłamstw i złudzeń. I byśmy przez to żyli blisko Niego. "Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła" (J 3,21).

Możemy nieustannie obmywać nasze oczy, obmywać nasze serca. Mamy spowiedź, Eucharystię, jest nam dane Jego słowo i dar modlitwy, która nas z Nim łączy. Możemy być blisko Niego - blisko ŚWIATŁA. Czy nie jest to prawdziwym uzdrowieniem: przeżyć życie w przyjaźni z Bogiem, wchodząc w prawdę i przyjmując Jego miłość?

Po cudzie przejrzenia i przeprawie uzdrowionego z faryzeuszami, którzy wydają się uwielbiać gorączkowe, bezsensowne dyskusje, następuje piękna scena ponownego spotkania z Jezusem. "Gdy ZNALAZŁ go, rzekł do niego: wierzysz w Syna Człowieczego?" Bardzo podobną sytuację opisuje rozdział 5 Ewangelii Jana. Tam Jezus również znajduje człowieka przez siebie uleczonego. Wydaje się to być pewnym stylem bycia Jezusa. On szuka tych, z którymi chce się jeszcze spotkać... Ten sam czasownik pojawia się w przypowieściach Łukasza o ZNALEZIENIU zagubionej owcy i wytrwale poszukiwanej drachmy. Jest tam też mowa o niezwykłej radości z powodu odnalezienia. Możemy choć trochę przeczuć radość Jezusa, kiedy znajduje uzdrowionego i słyszy: "wierzę, Panie".

Historia niewidomego jest również naszą historią. Wchodząc w to słowo możemy zostać głęboko pocieszeni. Jezus przychodzi jako Światłość, aby nikt, kto w niego wierzy, nie pozostawał w ciemnościach (por. J 12,46). On może rozjaśnić to, co się dzieje. Jego obecność napełni nas nadzieją. Jeśli zgodzimy się na scenariusz: błoto - obmycie - przejrzenie, będziemy widzieć działanie Boga w naszym życiu. To jest wiara. Ona uczyni nas szczęśliwymi.


powrót

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...